O ustnikach rzeczy kilka…

Autorem wpisu jest Krzysztof Kapel.

Cześć. Chciałem się podzielić z Wami swoimi doświadczeniami w „obcowaniu” z saksofonowymi ustnikami. Pomijam wszystkie etapy szkolne, Vandoreny Java i różne pseudo-jazzowe ustniki. Mowa o ustnikach dla muzyków zaawansowanych, w zasadzie głównie metalowych – Beechlerach, Guardalach, Bari, Dukoffach itp.

Autorem wpisu jest Krzysztof Kapel.

Czy pamiętacie uczucia, które towarzyszyły Wam po zakupie pierwszego wymarzonego ustnika? Ta ekscytacja? Ten „sound” rozwalający ściany? Miny kolegów, gdy odpalaliście pierwszy raz Dukoffa D? Ja pamiętam. Pamiętam też, że kilka tygodni później dalej walczyłem ze „ścieniającą” się górą, brakiem dołu (szczególnie w alcie), trudnościami z intonacją itd. No i to marudzenie inżynierów dźwięku, że ten saksofon jakiś taki ostry i cienki… Jak to możliwe? Przecież mam ustnik jak Sanborn, Marienthall, Brecker… A ich brzmienia można nie lubić, ale tego, że jest zawodowe raczej nikt o zdrowych zmysłach nie kwestionuje. W czym więc problem? Trzeba więcej ćwiczyć??? Oczywiście nie zaszkodzi, ale problem leży gdzie indziej. Otóż, pomijając tutaj fakt chyba najważniejszy, że wyżej wymienieni muzycy używają jedynie słusznego saksofonu, SELMERA MARK VI (pomijam problematykę saksofonu sopranowego), ośmielam się twierdzić, że żaden z wymienionych wyżej nie gra na ustniku, który jest lub był dostępny w sklepach. Bo co czytamy na stronie Erica – saksofon altowy – Beechler 7. I tyle. Zapomniał jedynie dodać, że jego ustnik jest modyfikowany przez kolegę z LA, „the mouthpieces doctor’a” p. Johna Reilly (http://www.jrmpcdr.com/). A na czym gra David Sandborn? Na standardowym Dukoffie D8? Polecam lekturę: http://www.sax-works.com/index.php?option=com_content&view=article&id=3&Itemid=2.

Oczywiście wszyscy znamy opowieści Milesa o tym, że śmietniki Coltrane’a pełne były zepsutych ustników, które John próbował bez końca udoskonalać. A zatem czy nie jest tak, że seryjnie produkowane ustniki mogą być przydatne, pod warunkiem, że wiemy, jak je zmodyfikować, żeby pozbyć się wszystkich wad seryjnie (czyli szybko i tanio) produkowanych ustników? Za grube ściany, niedoskonałości dzioba, różnice pomiędzy prawym i lewym rogiem ustnika, które powodują, że tak naprawdę nie wiadomo jak przyłożyć stroik i najważniejsze – zwykle o wiele za płytki kanał, który wraz z małą komorą powodują, że ustnik jest bardzo głośny, ale jego brzmienie jest płaskie i przypomina raczej beczenie kozy…

Co zatem zrobić? Odpowiedź wydaje się prosta – wystarczy znaleźć majstra, który od 30 lat zajmuje się modyfikacjami ustników, pojechać do niego, przedstawić problem, zapłacić, poczekać i cieszyć się ustnikiem, który idealnie spełnia Twoje oczekiwania i dodatkowo ma tę zaletę, że jest tylko jeden taki na świecie… A zatem za telefon i dzwonię po kolegach, serwisach, mistrzach, szamanach, wariatach… Nic. Nikt nie wie nic. Za to wszyscy ostrzegają – stary, nie ruszaj ustnika, bo go zepsujesz. Zepsuję? To można zepsuć coś, co i tak nie działa? Po kilku rozmowach poddaję się. Faktycznie, nikt w Polsce nie zajmuje się profesjonalnie „refacingiem” i „customingiem” ustników. Udało mi się znaleźć kilku profesjonalistów, ale wszyscy oni pracują za dolary lub euro… Na przykład Mojo (http://www.mojomouthpiecework.com/). Co ten facet potrafi zrobić? I najlepsze – niczego nie ukrywa. Pokazuje wszystko, co potrafi, dokumentuje to zdjęciami, filmami i podaje jak na dłoni całą swoją wiedzę i doświadczenie. Nieźle… A więc do dzieła… Lecę do sklepu, kupuję szlifierkę stołową, pilniki, dużo papieru ściernego, szczelinomierz, suwmiarkę, klej epoksydowy, różne końcówki do szlifierki i do dzieła. Kładę na stole swojego Beechlera 7, Guardalę MBII, Bari Gold Metal, współczesnego Linka i Beechlera 8 od kolegi. W trakcie prac pojawia się na stole także metalowy Jody Jazz DV 7 Maćka Obary. Jest co robić.

BEECHLER 7 (Metal Bellite, as)

Szczęśliwie w tym czasie mam możliwość rozmawiać z Ericem Marienthalem i pytać go o szczegóły modyfikacji jego ustnika. Eric bierze do ręki mój ustnik, w którym zdążyłem już poszerzyć komorę i poprawić fatalną jakość ścian bocznych dzioba i powiększyć nieco odchylenie. Zwraca uwagę na rogi dzioba, które sterczą poza stroik i pokazuje miejsce, od którego jego kanał jest pogłębiony dla uzyskania „deep sound”. Utwierdzony w swoich wcześniejszych zamiarach biorę się za szlifowanie Beechlera. Pracę rozkładam na kilka dni, bo boję się przesadzić z głębokością komory w obawie o utratę akcji ustnika. Po czterech sesjach „rzeźbiarskich” ustnik wydaje się być skończony. Jeszcze tylko sesja w studiu i taaa daaam – sukces!!! Ustnik brzmi głęboko od samego dołu po najwyższe overtony jakie potrafię zagrać. Nie ma żadnego problemu z wydobyciem niskich dźwięków. Saksofon nasyca się wspaniale, nie ma problemu z przyłożeniem stroika, bo ustnik jest idealnie do niego dopasowany. I co najważniejsze – nie stracił nic z tego, co było w nim dobre, czyli dalej ma świetną akcję (łatwość artykułowania) a dodatkowo o wiele łatwiej się w niego dmucha, jest bardzo klarowny i równy brzmieniowo. Czy to możliwe, że to takie łatwe zrobić ze średniego ustnika coś, co wydaje się być doskonałe? Po modyfikacjach ustnik wygląda doskonale, ponieważ nie jest powlekany nie widać żadnych ubytków w miejscach, gdzie był szlifowany. Po wypolerowaniu świeci nowym blaskiem… Kilka tygodni później mam okazję modyfikować kolejnego Beechlera 8 – zmiany nie są tak radykalne w obrębie komory, dotyczą raczej części dziobowej, ścian bocznych i pogłębienia kanału. Kolega, dla którego to robiłem był bardzo zadowolony, więc myślę, że można tę pracę również uznać za udaną.

GUARDALA (MBII, ts)

O ustnikach Dave’a nie trzeba pisać wiele – są naprawdę bardzo dobre. Mówię o modelach hand made, z których posiadałem tenorowego Crescenta i Studio. Po zniknięciu ze sprzedaży modeli ręcznie robionych kupiłem jeszcze MBII Laser Trimmed w wersji USA. Szczerze mówiąc ten ustnik wydał mi się najlepszy z tej trójki. Nie dało mu się dorobić legendy o mistrzu ręcznie go strugającym, ale zapewniam, że jakościowo nie odbiegał od modeli wcześniejszych. Ten sam cienkościenny ustnik wykonany bardzo poprawnie. Oczywiście nie bez wad, bo z racji nieregularności dzioba nie wiadomo było gdzie dokładnie przyłożyć stroik. Ale nie ma się czego czepiać – grał mi naprawdę bardzo dobrze. Niestety do czasu. Odkąd kupiłem alt zacząłem mieć spore trudności w łączeniu tych dwóch saksofonów. Wszystko było OK przy przejściu z tenoru na alt, ale próba powrotu kończyła się zawsze walką z bzyczącym tenorem. Jak to możliwe po tylu latach grania na saksofonach? Ano problem leży w niedopasowaniu ustników. Zabrałem się więc za zmianę kanału w Guardali. Pierwszy etap modyfikacji dotyczył przesunięcia krawędzi półki ku dziobowi. W ten sposób ustnik upodobnił się do wersji MB I, który występował tylko w wersji hand made, a ceny tych ustników oscylują dziś wokół $2000. Następnym etapem było uzupełnienie komory. Oryginalnie model MBII miał po bokach komory dwa zagłębienia. Przy długiej półce miały one sens, bo dodawały trochę głębi brzmieniu. Po przesunięciu krawędzi półki komora ustnika zrobiła się trochę za obszerna jak na mój gust i ustnik nabrał mocno jazzowego charakteru. Po zlikwidowaniu bocznych zagłębień wszystko wróciło do ładu – ustnik brzmi głęboko, ale jest lekki w zadęciu i bardziej swobodnie się na nim gra. Dodatkowo bez porównania łatwiej wydobywa się altissimo. Co ja się namordowałem wcześniej nad dźwiękiem G ponad skalą? Odpalał mniej więcej co drugi raz. Po modyfikacji – gra zawsze na 100 %, że o reszcie nie wspomnę. Zatem – taaaa daaam, kolejny sukces… Niestety wstawki klejowe użyte do likwidacji zagłębień nie wyglądają jakoś szczególnie estetycznie, dodatkowo wszytkie prace na tym ustniku pozostawiają ślady – ustnik jest powlekany cieniutką warstwą złota, więc każde przyłożenie pilnika ściera tę warstwę. Pod nią odkrywa się srebrzenie, więc ustnik po modyfikacjach ma dwa przenikające się kolory… Można temu oczywiście łatwo zaradzić ponownie złocąc te fragmenty ustnika, które zostały pozbawione złocenia i można to robić w warunkach domowych, ale – ze względu na koszty – jeszcze nie zdecydowałem się na zakup stosownego urządzenia.

posłuchaj – Guardala, tenor MKVI ’63, mikrofon Brauner Phantom C

BARI 8 (Metal Gold Plated, ss)

Pierwszej modyfikacji tego ustnika dokonałem kilka lat wcześniej. Tuż po zakupie próbowałem oswoić tego potwora. Zauważyłem jednak, że powierzchnia styku stroika z ustnikiem nie jest idealnie gładka, a w zasadzie została chyba celowo wyfrezowana. Nie mogłem zrozumieć, jak można było coś podobnego zrobić. Przecież im lepsza powierzchnia styku pomiędzy stroikiem i ustnikiem tym większa szansa, że nie będzie dochodzić do mikro-dekompresji, która tak często doprowadza do tego, że saksofon nie gra należycie. Położyłem więc ustnik na papierze ściernym i tak długo nim pocierałem, aż powierzchnia lady stała się idealnie gładka. Z dzisiejszej perspektywy wiem, że minimalnie musiałem także zmniejszyć odchylenie ustnika, ale ponieważ była to „ósemka”, to może nawet lepiej się stało. Potem dokonałem w nim jeszcze kilku korekt – poprawiłem spasowanie dziobu ze stroikiem, zmniejszyłem grubość bocznych ścianek i delikatnie powiększyłem komorę, przez co ustnik zyskał nieco ciemniejsze brzmienie i stał się swobodniejszy w zadęciu. Podobnie jak w ustniku Guardala prace na ustniku pozostawiają ślady i dla pełni szczęścia należałoby go jeszcze pozłocić.

posłuchaj – Bari, sopran Yamaha YSS-62R, mikrofon AKG C414B-XLS

LINK (Metal Gold Plated, ts)

Problem ze współczesnymi Linkami jest powszechnie znany, kanały tych ustników przypominają wyglądem ustniki do muzyki klasycznej, nie występuje w nich podwyższenie półki, mają bardzo głęboką komorę, co powoduje, że są mało efektywne – pochłaniają bardzo dużo powietrza, są dość ciche i grający czuje, że ustnik ogranicza jego możliwości wyrazowe. Co zatem można zrobić z takim ustnikiem? Szlifowanie tu nie pomoże. Jedyną metodą jest zwiększenie ciśnienia powietrza w ustniku, co zaowocuje większą łatwością gry, bardziej wyrazistą artykulacją i większą jasnością i głośnością ustnika. Jak to osiągnąć? Należy wypełnić komorę ustnika w taki sposób, żeby w dziobie ustnika powstała półka. Ograniczenie kubatury komory w dziobowej części spowoduje, że powietrze będzie się poruszać szybciej, co zaowocuje zmianami częstotliwości drgania stroika i pozwoli na swobodniejsze granie. Do osiągnięcia tego efektu użyłem kleju epoksydowego, który po 24 godzinach osiąga twardość stali i daje się obrabiać mechanicznie. Powierzchnia kleju po wyschnięciu jest bezwonna, gładka i nie utrudnia pielęgnacji ustnika. Powinna też być bardzo trwała. Czy wygląda to ładnie? Raczej średnio. Estetyka na pewno nie jest mocną stroną tego rozwiązania, ale zwykle liczy się bardziej to jak ustnik brzmi, niż jak wygląda. Ustnik po wypełnieniu gra bez porównania lepiej, jest łatwiejszy w zadęciu, łatwiej artykuuje, jest jaśniejszy i głośniejszy, więc lepiej się miksuje z innymi współczesnymi ustnikami w big-bandzie, czy innych składach. Kolega, dla którego pracowałem nad tym ustnikiem nie umiał się go nachwalić, więc chyba znowu się udało…

JODY JAZZ DV 7 (as)

Ustnik Jody Jazz występuje w wersji DV i DV NY. Ten drugi ma bardzo głęboką komorę, brzmi pięknie w dole, ale kosztem góry, która jest „papierowa”, co zwykle zniechęca do jego zakupu wszystkich tych, którzy mieli okazję grać na współczesnych ustnikach metalowych, zwykle bardzo ergonomicznych (łatwe dmuchanie – dużo dźwięku). Model DV ma długą półkę, która raptownie przechodzi w obszerną komorę. To dość nietypowe rozwiązanie sprawia, że ustnik jest ekstremalnie łatwy w zadęciu, zachowując jednocześnie dość ciemne brzmienie. Z racji specyficznego kształtu (przypominającego głowę krokodyla) nie ma zbyt wiele materiału w części dziobowej, który można by usunąć bez obawy przebicia się „na wylot” przez ustnik. Co więc pozostaje, gdy chcemy nieco ściemnić ten ustnik? Można jedynie skracać półkę sprawdzając jednocześnie, jak wykonywane zmiany wpływają na brzmienie instrumentu w górnym rejestrze. Wielkość zmian zależy od preferencji osobistych. Na razie prace zostały wstrzymane ze względu na zmianę instrumentu, ale to zostało wykonane do tej pory znacznie poprawiło łatwość wydobycia górnych dźwięków i pogrubiło „sound” w całej skali.

Kilka uwag ogólnych – jakiekolwiek zmiany nie wpływają w żaden sposób na to, czy instrument stroi, czy nie. Nie ma możliwości modyfikacjami ustnika zepsuć stroju saksofonu, ani go poprawić. Od charakteru i budowy ustnika zależy jedynie jak głęboko będziemy musieli nałożyć ustnik na szyjkę saksofonu, żeby uzyskać pożądany strój (zwykle 440 Hz dla brzmiącego dźwięku a). Ustniki z obszerną komorą będą potrzebowały głębokiego wsunięcia na fajkę, te płytkie – odwrotnie. Oczywiście charakter ustnika może wpływać na naszą ocenę tego, czy na ustniku łatwo się intonuje, czy trzeba z nim walczyć o każdy dźwięk, ale to zależy jedynie od naszej percepcji wysokości brzmienia i jest bardziej związane z charakterystyką ustnika (głównie jego jasnością). Zdecydowanie nie da się zepsuć intonacji poprzez modyfikację ustnika. Można między bajki włożyć zapewnienia różnych sprzedawców, że ich ustnik „stroi w całej skali”. Jeśli coś stroi lub nie stroi, to jedynie saksofon.

Zmiany konkretnych obszarów ustnika powodują określone zmiany parametrów brzmieniowych ustnika i tak jest zawsze, bez znaczenia jest marka ustnika i materiał użyty do jego budowy. Wystarczy wiedzieć, gdzie przyłożyć pilnik, żeby uzyskać pożądany efekt. Kluczowym obszarem jest dziób ustnika, nawet najdelikatniejsze zmiany w tym obszarze mają olbrzymi wpływ na brzmienie w całym rejestrze, oraz na łatwość wydobycia altissimo.

Modyfikowanie ustników metalowych to „gruba robota”. Materiał użyty np. do Beechlera jest ekstremalnie twardy i trzeba się mocno napracować, żeby jakiekolwiek zmiany były widoczne gołym okiem. Inaczej ma się sprawa z ustnikami ebonitowymi – tutaj jest o wiele łatwiej (miałem okazję dłubać przy swoim klarnetowym i sopranowym ebonicie). Większość fachowców nie chce pracować z ustnikami z twardej stali, pozostają więc eksperymenty we własnym zakresie.

Zachęcam wszystkich do dzielenia się swoimi doświadczeniami o ustnikach wszelkiego typu do saksofonów. Chętnie poznam też Wasze opinie na temat, który został poruszony w tym artykule. Pozdrawiam i życzę wszystkim samych udanych modyfikacji ustników, Krzysztof Kapel.

Fot. tytułowa: Cubmundo/Flickr, na licencji CC BY-SA 2.0

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. mirek napisał(a):

    Świetnie napisane i z przyjemnością się to czyta. Jedyne z czym się nie zgadzam to cytuję… ” zdecydowanie nie da się zepsuć intonacji poprzez modyfikację ustnika” i „jakiekolwiek zmiany nie wpływają w żaden sposób na to, czy instrument stroi, czy nie. Nie ma możliwości modyfikacjami ustnika zepsuć stroju saksofonu, ani go poprawić”. Tak nie jest. Są ustniki na których lepiej stroimy i takie na których gorzej przy podobnym odchyleniu. Dotyczy to szczególnie naturalnie niestrojących dźwięków instrumentu z drugiej oktawy które ze złym ustnikiem jeszcze bardziej mogą nie stroić. Zależy to właśnie od budowy ustnika. Z całym szacunkiem ale proponuję jeszcze bardziej zgłębić temat wpływu budowy ustnika na intonację instrumentu bo teza, że modyfikacje ustnika nie mają wpływu na intonację jest po prostu nieprawdziwa. Pozdrawiam, Mirek

Dodaj komentarz